Z Bolimowa do Netflixa i Tokio. Historia polskiej rodziny, którą pokochali Japończycy

(fot. Anna Wójcik-Brzezińska)

Jeszcze zanim japońscy dziennikarze i touroperatorzy wysiedli z autokaru (16.10), nad Bolimowem unosił się zapach dymu z pieca. W powietrzu – chłodnym, jesiennym, pachnącym mokrą gliną – słychać było stłumione dźwięki koła garncarskiego. Na podwórzu rodziny Konopczyńskich czas jakby się zatrzymał, a jednocześnie wciąż toczył się ten sam ruch – od pokoleń, przez ręce, przez glinę, przez ogień.

W tej samej pracowni, w której przed stu laty dziad pani Doroty eksperymentował z cieknącymi szkliwami, dziś Dorota i Paweł Aftewiczowie witają gości z Japonii. Pracownia w Bolimowie w tym samym miejscu istnieje od 200 lat.

Chcieliśmy tu wrócić. W 2023 roku odwiedziliśmy to miejsce po raz pierwszy. Gospodarze, jak i przedmioty, które tu powstają zrobiły na nas ogromne wrażenie – mówi Miyuki Ishikawa, dyrektor Polskiej Organizacji Turystycznej w Tokio. – Zapamiętaliśmy zapach, ciepło tej pracowni i ludzi, którzy tworzą naczynia z duszą.

Dla Japończyków – mistrzów w docenianiu rzemiosła i tradycji – Bolimów okazał się miejscem szczególnym. „Autentyczność” – to słowo powtarzali najczęściej.

Gliniane DNA

Nasza rodzina wytwarza gliniane naczynia od ponad dwóch wieków – mówi z dumą Dorota Aftewicz. – Kiedyś w samym Bolimowie funkcjonowało dwadzieścia pracowni. Dziś została tylko nasza.
Na ścianie, w solidnych drewnianych ramach, wiszą dyplomy mistrzów garncarskich Walentego i Stefana Konopczyńskich. Stefan żył sto lat – całe stulecie wśród gliny, ognia i kół.

Paweł Aftewicz opowiada o technice, która dziś zdobi naczynia wyglądające na nowoczesne, choć technika, po którą sięga swoje korzenie ma w międzywojniu. – To flamerowanie – tłumaczy. – Technika z czasów współpracy Walentego z profesorem Jagminem w manufakturze Radziwiłłów w Nieborowie. Szkliwa cieknące, kolory, które żyją własnym życiem to była awangarda i duże wyzwanie.

W Japonii taka ciągłość tradycji to nie tylko rzemiosło, lecz także duchowa misja. Rękodzielnicy, zwani shokunin, traktują swoją pracę jako sposób doskonalenia charakteru, a nie tylko umiejętności. Każdy ruch dłoni, każdy gest przy kole garncarskim powtarzany jest z czcią wobec materiału i przeszłości. To właśnie shokunin kishitsu – etos rzemieślnika, który poświęca całe życie jednej czynności, by osiągnąć w niej doskonałość.

W pracowni słychać rytm: szum wody, stuk gliny, świst powietrza, krótki śmiech gości, kliknięcia aparatów.
U nas w Japonii to sztuka medytacji – mówi jedna z turystek.

Teraz rozumiem, jak powstaje spokój.

Rodzina z filmowym CV

W pracowni Konopczyńskich tradycja spotyka się z kulturą masową. Ich naczynia można zobaczyć w filmach historycznych, serialach kostiumowych i współczesnych produkcjach. Najgłośniejszym z nich jest hit Netflixa – „1670”.

O ten duży świat się ocieraliśmy – śmieje się Paweł Aftewicz. – Robiliśmy naczynia do pierwszej i drugiej serii. W drugiej cała karczma w Adamczysze była „nasza”. A w trzecim sezonie, nad którym teraz pracują, pojawią się wyjątkowe rzeczy – ręcznie malowane kielichy, zastawa Andrzeja z herbem, zestaw do herbaty w ptaszki.

W tej produkcji, która z ironią opowiada o polskiej szlachcie XVII wieku, gliniane kubki i misy z Bolimowa grają swoje role równie przekonująco jak aktorzy. To one tworzą scenograficzny realizm, pozwalając widzowi poczuć zapach dawnego dworu i ciężar historii.

W jednym roku robiliśmy ceramikę do pięciu filmów – dodaje Aftewicz. – Czasem to naczynia, które muszą wyglądać na wiekowe, czasem nowe, ale z duszą. Tego oczekują filmowcy.

W Japonii, gdzie film i teatr od wieków współpracują z rzemieślnikami, takie podejście jest oczywiste. W tokijskich warsztatach do dziś powstają ręcznie szyte kimona dla aktorów kabuki, a tajemnice ich tworzenia przekazywane są z ojca na syna – dokładnie tak jak w Bolimowie.

Japońscy goście z zachwytem słuchali opowieści o filmowych projektach Konopczyńskich. W tej historii odnajdują coś bliskiego – połączenie sztuki, tradycji i współczesności, które w ich kulturze jest równie głęboko zakorzenione jak w polskiej glinie.

Goście z Kraju Kwitnącej Wiśni

Wizyta japońskiej delegacji to część study touru organizowanego przez Regionalną Organizację Turystyczną Województwa Łódzkiego i Polską Organizację Turystyczną w Tokio. Od dwudziestu lat ROT Łódzkie zaprasza zagranicznych dziennikarzy i touroperatorów, pokazując im region, którego piękno często odkrywają dopiero przy drugim spojrzeniu.

Oni chcą poznać prawdziwą Polskę – mówi Edyta Buchelt, zastępca dyrektora biura ROT. – Nie tylko miasta i muzea, lecz także ludzi, zapach chleba i dźwięk pracującego koła garncarskiego.

W planie wizyty znalazły się także Walewice, winnica „Witaj Słońce” i Łódź. Polska złota jesień, ciepły krem z pomidorów, polędwiczki w sosie i domowe ciasta na deser – wszystko to dopełniło obrazu kraju, który potrafi być gościnny i zachwycać… egzotyką i szacunkiem do dziedzictwa.

– Polska jest bardzo pięknym i interesującym miejscem na ziemi – podkreśla Miyuki Ishikawa. – Macie ogromną liczbę atrakcji, które warto pokazywać światu.

Ambasadorowie kraju

Japończycy nie tylko fotografują naczynia. Oni ich dotykają, oglądają, zadają pytania o technikę, o glinę, o piec.
Używamy glin sprowadzanych z Niemiec – wyjaśnia pani Dorota. – W Polsce nie znaleźliśmy takich, które pasowałyby do naszej maszyny. Ale cała reszta – to tradycja.

W tej prostocie jest coś głęboko uniwersalnego. Konopczyńscy stali się ambasadorami Polski. Ich wyroby zdobiły pawilon polski podczas Expo w Osace, trafiły do Brukseli, do domów w Tokio, a dziś – znów – przyciągnęły swoich dawnych gości.

– To najlepsza reklama regionu, jaką możemy mieć – przyznaje Edyta Buchelt. – Po jednej z poprzednich wizyt japońskie biuro podróży włączyło Łowicz i okolice do swojej oferty.

W Japonii istnieje przekonanie, że praca rąk może być formą medytacji, modlitwy. Widać to w sposobie, w jaki goście z Kraju Kwitnącej Wiśni przyglądają się dłoniom Doroty i Pawła – z szacunkiem, niemal z czcią. Bo w ich kulturze to, co tworzy człowiek, nie jest tylko przedmiotem – jest śladem ducha.

Konopczyńscy budują piękny most – między Bolimowem a Tokio, między serialowym planem a niewielką pracownią, tworzą go z gliny – kruchy, delikatny, ale trwały jak tradycja.

Anna Wójcik-Brzezińska

Anna Wójcik-Brzezińska

napisz maila ‹
ostatnie aktualności ‹

Jak oceniasz ten artykuł?

Głosów: 71

  • 60
    BARDZO PRZYDATNY
    BARDZO PRZYDATNY
  • 3
    ZASKAKUJĄCY
    ZASKAKUJĄCY
  • 4
    PRZYDATNY
    PRZYDATNY
  • 2
    OBOJĘTNY
    OBOJĘTNY
  • 0
    NIEPRZYDATNY
    NIEPRZYDATNY
  • 0
    WKURZAJĄCY
    WKURZAJĄCY
  • 2
    BRAK SŁÓW
    BRAK SŁÓW

0Komentarze

dodaj komentarze

Portal eglos.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wpisu. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.

Treść niezgodna z regulaminem została usunięta. System wykrył link w treści i komentarz zostanie dodany po weryfikacji.
Aby dodać komentarz musisz podać wynik
    Nie ma jeszcze komentarzy...
tel. 603 755 223 lub napisz kontakt@glossk.pl

KUP eGŁOS

Nie przegap

Planujesz wakacje? Oto lista rzeczy, które warto...

Czy warto korzystać z biura detektywistycznego w...

Ogiński zostanie patronem szkoły muzycznej w...

Jak kupić mieszkanie taniej? Poznaj przetargi...

Odkryj limitowaną wiosenną ofertę słodyczy...

Pół kilometra wspólnoty. Skierniewice znów...

Dzień Flagi miał „wyjąć symbole narodowe z...

Jak obchodzić się z flagą państwową

Historia polskiej flagi zaczyna się od Orła...

eOGŁOSZENIA

Już teraz możesz dodać ogłoszenie w cenie tylko 5,00 zł za tydzień - POZNAJ NOWE OGŁOSZENIA