Podczas 569. urodzin miasta wręczono nagrody Wokulski Roku 2025. Ale prawdziwa historia zaczyna się na dworcu PKP, gdzie stoi jeden z najbardziej dyskutowanych pomników w regionie. A w tle – dwie wielkie ekranizacje „Lalki” w 2026 roku.
Skierniewice mają 569 lat. W czwartek, 19 lutego 2026 roku, w Centrum Kultury i Sztuki rocznica nadania praw miejskich znów stała się rytuałem: eleganckim, wspólnotowym, przewidywalnym w formie, a momentami zaskakująco szczerym w treści. Na takich galach widać twarz Polski w miniaturze: jest trochę dumy, trochę autoprezentacji, trochę obowiązkowego „dziękuję wszystkim”, a pod tym wszystkim – dyskretne napięcie między tym, co realne (drogi, wnioski, rozliczenia), a tym, co symboliczne (tożsamość, pamięć, wartości).
„Proszę wysiadać”, czyli wykwintna salonka na stacji Skierniewice
Symbolem gali nie był ani herb, ani lokalny patron święty. Byli nim mieszkańcy. Tradycyjnie wręczono tytuły Honorowych Obywateli, Pereł Skierniewic oraz wyróżnienie Wokulski Roku. Nad całością unosiła się postać, która w Skierniewicach ma podwójne życie: stoi na peronie i wraca na scenę w postaci nagrody dla przedsiębiorców. W tle zaś – jakby Polska postanowiła dopisać do tej historii trzeci plan – nadciągają dwie wielkie ekranizacje „Lalki” w 2026 roku.
Ułóżmy więc tę opowieść jak kolejowy rozkład jazdy. Skierniewice najlepiej czyta się stacjami.
Stacja 1: Urodzinowa gala miasta
Zaczyna się od porządku, który ma uspokajać: powitania, listy, formuły. W liście od wicepremiera Władysława Kosiniaka-Kamysza padają słowa o dumie z „lokalnych tradycji” i o tym, by „aktywnie współtworzyć przyszłość wspólnego domu”. Skierniewice zostają umieszczone w szerokiej perspektywie – od „osady należącej do arcybiskupów gnieźnieńskich” po „prężnie rozwijający się ośrodek”.
Ale rocznica szybko przechodzi z tonu historycznego w ton operacyjny. Pojawia się język inwestycji, środków, programów, współpracy między samorządami. Przedstawiciel Ministerstwa Infrastruktury chwali skuteczność: miasto potrafi „wykorzystywać sprawnie środki unijne i rządowe”, a przykład Skierniewic pokazuje, że „można bardzo dużo zrobić”, gdy jest zespół i determinacja.
Prezydent Krzysztof Jażdżyk mówi już całkiem konkretnie o pieniądzach, inwestycjach i – co uderzająco szczere – ciężarze tego, że „pozyskać” to jedno, a „rozliczyć” to drugie. W tym momencie gala przestaje być wyłącznie świętem, a staje się raportem: z pracy, z logistyki, z administracyjnej dyscypliny.
I właśnie w takiej scenerii – wśród słów o „rozwoju gospodarczym” i „współpracy” – wchodzi na scenę Wokulski.
Stacja 2: Wokulski Roku
Zapowiedź jest klasyczna i nieprzypadkowa: „nadszedł czas, by docenić pracę i zaangażowanie lokalnych przedsiębiorców”, którzy budują kapitał gospodarczy, ale także aktywnie działają społecznie. Nagrodę przyznają władze miasta wraz ze Skierniewicką Izbą Gospodarczą – w dwóch kategoriach: firma mikro i firma mała.
Wokulski jest patronem przedsiębiorczości, ale nie w sensie banalnej pochwały zysku. To nie „biznesmen” z motywacyjnego plakatu. To postać literacka – człowiek, który potrafi zarabiać, lecz nie potrafi bezpiecznie żyć własnym pragnieniem. Jest dowodem sprawczości i jednocześnie dowodem, że sprawczość nie chroni przed katastrofą – zwłaszcza gdy katastrofa ma imię „uznanie”.
Skierniewice, wręczając tę nagrodę, wykonują gest subtelny: mówią przedsiębiorcom nie tylko „brawo”, ale w tle dopowiadają: brawo – i oby wam się udało lepiej niż jemu.
Stacja 3: Laureaci. Cztery wersje lokalnej nowoczesności
Tytuł Wokulski Roku 2025 otrzymali:
Kategoria mikro – OBIS (Piotr Walczak) W uzasadnieniu podkreślono działalność społeczną: wsparcie zbiórek na leczenie i rehabilitację, udział w „Szlachetnej Paczce”, pomoc szkołom, klubom sportowym, organizacjom pozarządowym. Pada określenie: „przedsiębiorczość odpowiedzialna, obecna tam, gdzie potrzeba wsparcia”. To Wokulski w wersji obywatelskiej.
Kategoria mikro – Bramex (Jacek Łopatka) Tu Wokulski odsłania twarz techniczną: bramy, automatyka, systemy osłonowe – bezpieczeństwo i komfort domów oraz firm. Rzetelność, stabilność, obecność na rynku. To przedsiębiorca jako gwarant codziennego ładu.
Kategoria mała – Zakład Cukierniczy Jacek Olejnik Cukiernia w języku wspólnoty jest instytucją miękką: „stały element lokalnej codzienności i świąt”. Tradycja, smak, rytuał. Od klasycznych ciast po sezonowe wypieki – ekonomia, która pachnie wanilią i drożdżowym ciastem. Wokulski, choć inwestor, był przecież także człowiekiem przywiązanym do materialnego konkretu.
Kategoria mała – Graf Polska Sp. z o.o. Nowoczesność w wersji przemysłowej i ekologicznej: innowacje w gospodarce wodnej, oczyszczaniu ścieków, międzynarodowy zasięg, miejsca pracy. To Wokulski jako modernizator infrastruktury – pozytywizm przełożony na technologię.
Cztery firmy, cztery obszary: filantropia, bezpieczeństwo, tradycja rzemiosła, technologie środowiskowe. Skierniewice nagradzają nie ideologię, lecz przydatność. I robią to przez figurę człowieka, którego tragedią było to, że pragnął czegoś więcej niż przydatności.
Stacja 4: Statuetka. Mały Wokulski, wielki sens
Nagroda ma wymiar materialny: statuetkę Wokulskiego. I tu pojawia się detal szczególnie ciekawy – statuetka jest wzorowana na rzeźbie Wokulskiego z dworca PKP w Skierniewicach, a wyróżnienie przyznawane jest od 2010 roku.
Miasto wykonało ruch niemal literacki: najpierw wprowadziło Wokulskiego do przestrzeni publicznej, a potem zaczęło go „miniaturyzować” i przenosić do przestrzeni prywatnej – do rąk przedsiębiorców, do gabinetów, na półki (tychże).
Z pomnika robi się nagrodę. Z przestrzeni – rytuał. Z rytuału – tradycję. A tradycja zaczyna produkować emocje. Gdy laureaci dziękowali rodzinom, pracownikom, klientom, metalowy przedmiot przestawał być rekwizytem. Stawał się publicznym uznaniem – a uznanie w polskiej kulturze wciąż jest walutą rzadką.
W powieści Wokulski takiego uznania nie doczekał się wprost. Skierniewice dopisały mu alternatywną biografię: w tej wersji nie jest samotny.
Stacja 5: Peron. Wokulski z brązu i Polska z opinii
Pomnik Wokulskiego na peronie w Skierniewicach stanął 9 października 2010 roku. Autor – Robert Sobociński – stworzył postać w cylindrze i staromodnym okryciu.
Skierniewice mają w „Lalce” epizod szczególny: stacja jest świadkiem jednego z najbardziej dramatycznych momentów bohatera. Ustawienie pomnika w miejscu literackiej klęski można uznać za gest perwersyjny – i właśnie dlatego intelektualnie uczciwy.
Po latach sporów pomnik stał się wizytówką miasta. Jest też pomnikiem człowieka w punkcie granicznym – tam, gdzie nowoczesność (kolej, tempo, anonimowość) spotyka się z archaiczną wrażliwością na honor i wstyd.
W surducie rzeźby znajduje się szczelina, do której można wsunąć liścik. Wokulski – człowiek, który nie potrafił zarządzać własnym uczuciem – zostaje depozytariuszem cudzych sekretów. Jest w tym i humor, i wzruszenie.
I oczywiście jest spór. W Polsce pomnik bez sporu jest podejrzany. Jedni mówią: „świetny pomysł, literatura w przestrzeni”. Drudzy: „na peronie? po co?”. Spór nie dotyczy estetyki, lecz autoportretu. Czy jesteśmy miastem z dystansem, czy miastem, które boi się śmieszności?
Wokulski codziennie rozbraja tę dyskusję jednym faktem: ludzie podchodzą, robią zdjęcia, wysyłają w świat obraz miasta. Pomnik działa.
Stacja 6: Ekran. Dwie „Lalki” w 2026 roku
Rok 2026 przynosi dwie duże adaptacje „Lalki” – filmową i serialową.
Premiera kinowa filmu w reżyserii Macieja Kawalskiego została wyznaczona na 30 września 2026 roku. W roli Wokulskiego zobaczymy Marcina Dorocińskiego, Izabelę Łęcką zagra Kamila Urzędowska. Kino – z natury rzeczy – kondensuje. Najpewniej zobaczymy Wokulskiego monumentalnego, tragicznego, skupionego w dwóch godzinach napięcia.
Serial Netflix – sześć odcinków – daje coś innego: czas. Czas na psychologię, na społeczną panoramę, na pokazanie zawieszenia między klasami i epokami. Mniej pomnikowości, więcej analizy.
Stacja 7 - docelowa
Dlaczego miasto, które mówi o drogach, inwestycjach i współpracy, wybiera na patrona człowieka, który w klasycznej interpretacji ponosi klęskę?
Bo klęska Wokulskiego nie jest klęską działania, lecz klęską uznania. A uznanie w Polsce – powtórzmy – jest najtrudniejszą walutą.
Skierniewice uczą się uznania: nazywają je, wręczają, celebrują. Ale jednocześnie – dzięki pomnikowi na peronie – pamiętają, że ambicja bywa ryzykowna. Nie wygładzają swojego patrona. Pozwalają mu być wzorem i ostrzeżeniem.
Wokulski stoi na peronie, jakby pilnował, by miasto nie pomyliło rozwoju z triumfalizmem. A na scenie wraca w postaci statuetki – jakby miasto odpowiadało mu: „W tej wersji historii nie jesteś sam”.
To być może najciekawsza ekranizacja „Lalki”: nie filmowa, nie serialowa, lecz miejska. Skierniewicka. Z brązu, z ceremonii, z codzienności. I ze sporu, który tylko pozornie jest o gust. W istocie jest o to, kim chcemy być, gdy pociąg już rusza.
Jak oceniasz ten artykuł?
Głosów: 1





0Komentarze
Portal eglos.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wpisu. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.